Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 2 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 13
two liczne z pokrzywdzonych i przygotowawszy wszystko do obrony w cichości, wyprawili się w poselstwie do Kazimierza księcia do Sandomierza. Wzdragał się długo Kazimierz od przyjęcia ofiarowanej korony. Gdy mu jednak w żywem świetle wystawiono niedolę ludu, a biskup wezwał go w imieniu cierpiących wołających ratunku, Kazimierz dał się namówić, ale nie chcąc dawać zawistnym pozoru przywłaszczenia, z małym pocztem bezbronnego ludu udał się do Krakowa. Zaledwie ukazał się pod miastem, wnet otworzono mu bramy, witając z płaczem radosnym jako zbawcę. Nie był natenczas w Krakowie Mieczysław. Skoro go doszła wiadomość o poddaniu się Kazimierzowi wszystkiego ludu i wojska, nie widząc sobie przychylnym nikogo, ujechał do swojej Wielkopolski, zostawując spokojne rządy Kazimierzowi (r. 1179).
Nie widział Mieczysław przyjaciół w ziemiach ojczystych, szukał więc pomocy u obcych. A miał trzech zięciów: Sobiesława króla czeskiego, Fryderyka lotaryńskiego i Bernarda saskiego z domu książąt Anhalt. Do nich tedy udał się o posiłki przeciwko Kazimierzowi.
Już miał zapewnioną pomoc, kiedy syn jego własny Otton podniósł broń przeciwko ojcu, czyniąc wojny przyczyną niesprawiedliwość Mieczysławową. Opatrował on lepszemi włościami synów z drugiej spłodzonych małżonki. Wnet Wielkopolanie, czekając jedynie pozoru do zrzucenia jarzma Mieczysławowego, poddają się sprawiedliwym rządom Kazimierzowym, unikając niby wojen domowych. Kazimierz przecież nie przyjął ich wszystkich w poddaństwo, ale jedynie część z Gnieznem zatrzymał; a Pomeranią Słupską (nazwaną tak zapewne od żelaznych Chrobrego słupów) Bogusławowi synowi Warcisława I, zięciowi Mieczysławowemu, Marchią zaś gdańską, Samborowi krewnemu Żyrosława oddał.