Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 2 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 78
do Wandy. Niemiec zwany Rydyger, gdzieś zza gór, czy zza morza, z wojskiem wielkich rycerzy, przyszedł prosić
o rękę, albo wojną obiecał — rzucić w więzy królowę, naród zabrać w niewolę. Zebrali się wojacy do Wawelskiego zamku w futra rysie strojeni, w spisy, luki zbrojeni, i choć garstka ich ledwie, to gniew sroższy w drużynie, wojny chciwość tem większa i krwi wrożej pragnienie. Prosi Wanda, zaklina, by oszczędzać krwi wiela, pamiętać na słabość
i wzmocnić się na siłach. Ale młodzież powiada, że wojaków nie braknie. Co wiosna gdy słońce złoty warkocz rozplecie i po ziemi zmarłej promienie słońca rozrzuca, to i drzewa liściami, to i ługi kwiatami zaścielą się prześlicznie, a po niwach pszeniczny kłos morzami zahula — tak i ludu narośnie.
Jak las, długim łańcuchem ciągną Niemców zastępy, a ich szaty żelazne, a ich miecze stalowe jakich nic ma w krakowskiej dookoła ziemicy. Garstka mężnych poległa i żaden z nich do Wandy nie powrócił powiedzieć, ni o klęsce swych braci, ni o męztwie poległych co z rozpaczą walczyli, razem wszyscy polegli. Ciągnie Niemiec na Kraków, a przed sobą śle posły do dziewicy królowej — co zamyśla, zapytać? wojną grożąc i zemstą!
Radzi, prosi starszyzna, lecz dziewica niezłomna, o bojaźni nie myśli, niewoli się nie lęka. Gdy już brakło nadziei w sercu Wandy zbolałem, a niemieckie zastępy pod Wawelem stanęły, ona żegna gród, biegnie z wieńcem u czoła do Wisły. I raz jeszcze spojrzała po ziemicy szerokiej, i łzą jeszcze polała całując brzegi ziemi. Woda smutnie plusnęła i dziewica przeczysta w modrych wód zasnęła topieli.
Powiał wicher żałośnie, i lud jęknął u brzegu, a żal tak wielki się zbudził, że niewiasty i męże za broń chciwie porwali na wszystkich kątach ziemi, mścić swej Wandy królowej. A lud wszystek na pamięć przyniósł ziemi po garści